pon, Wrz 21, 2020

Moja historia nie jest wyjątkowa i każdy zna to zapewne z autopsji jednak to czym chcę zakończyć ten wpis wymaga pewnego wstępu i ustalenia chronologii. Zdajemy sobie sprawę z faktu iż pewne wydarzenia, momenty, chwile, wpływają mocno na nasze życie, nas samych i zapamiętane, są źródłem pewnego rodzaju sentymentu, powrotu do przeszłości, nostalgii. Klucz do wspomnień i jego kształt dla każdego z nas jest zupełnie inny. I choć wspomnień tych jest wiele jak i wiele jest ich rodzai to pozwólcie, że o jednym z nich Wam opowiem…

Statystyki, tabelki i wykresy, choć do matematyki głowy nie mam, zawsze były mi bliskie. Nie takie wykresy z telewizji czy giełdowych czasopism, broń Boże, ale inne, moje, sportowe. Pamiętacie czasy gdy Eurosport wchodził do Polski? Miałem wtedy 13 lat. Główną treścią tego kanału były sporty zimowe, przynajmniej ja tak to pamiętam. Brałem do ręki zeszyt, wpisywałem wyniki, czasy, dystanse i sam prowadziłem klasyfikacje, te indywidualne i zespołowe. A potem magazyn “Eurogole” czy wcześniej “Gol” na TVP2. Też zapisywałem. Nie wiem po co. Lubiłem. Zresztą, zeszyt już wcześniej służył mi do pierwszego w moim życiu “menadżerowania”. Brałem taki “Przegląd Sportowy”, spisywałem drużyny z polskiej 1. ligi i ustalałem im pełny terminarz. Pełny! Wyobraźcie sobie ile musiałem się nakombinować, żeby bez komputera, wypisać kalendarz na 34 kolejki i żeby żaden mecz w kolejnych seriach spotkań się nie powtarzał. Męka. Potem rzucałem kostką i generowałem wyniki. Stworzyłem sobie pierwszy, własny, papierowy system piłkarskiego RPG. To było coś. Nawet taka Legia czy Widzew miały +2 do rzutu kością, aby częściej, zgodnie z rzeczywistością, wygrywały. Składy i strzelców też miałem. To był już bardziej zaawansowany silnik futbolowego RPG. Można by go opatrzeć numerkiem 2.0. Zawsze gdy o tym myślę, przypominają mi się Dziadkowie, bo to oni większość tych zeszytów mi kupili i to u nich w domu te emocjonujące rozgrywki się odbywały. Sentyment…

Miałem też Commodore 64 i tam, w pełni nieświadomie, wpadł mi do ręki pierwszy menadżer. Ironia losu, bo nie piłkarski, a NFL – futbolu amerykańskiego. Już nie musiałem sam liczyć i pisać! Wow! Przełom. Endzone – gra przestrasznie oskryptowana, obsługiwana tylko klawiaturą i pięcioma na krzyż klawiszami. Jednak godzin przy niej spędzonych nie zliczę.

Później był PeCet. Jeszcze nie mój, bo kumpla z trzeciego piętra. Ja mieszkałem na parterze, więc miałem tysiące okazji na doskonalenie mięśni łydek. Biegałem do niego by grać w Ultimate Soccer Manager – grę pod wieloma względami wciąż dla mnie doskonałą. Zresztą wciąż uważam, że w innej rzeczywistości, gdyby pewne rzeczy ułożyły się inaczej, mogłaby ona spokojnie konkurować z Championship Managerem, a później z FMem. Ha! Wyobrażacie sobie konkurencję dla tego potworka jakim jest FM? Pięknie by było. Wracając do rozgrywki, ja Liverpool, kumpel Manchester United. Ja James, on Schmeichel. Ja Phill Babb, on Gary Neville. Beckham kontra Redknapp. Andy Cole kontra Robbie Fowler. Wspaniałe bitwy, kampanie, boje, pojedyncze spotkania… Tylko Heroes 3 i Diablo 2 dorównywały tym pojedynkom. W sumie nie, nie dorównywały. Były bliskie.

Pierwszą płytą CD jaką włożyłem do mojego nowiutkiego komputera była gra Liga Polska Manager. Męczyła mnie strasznie, ale dawała sporo satysfakcji. Nie potrafiłem chyba grać w tę grę. Większość spotkań przegrywałem, ale nie pooddawałem się i… przegrywałem dalej. Nie do końca wspominam ten tytuł przyjemnie. Blokował mnie.

Proceder nielegalnego kopiowania i sprzedaży gier dotykał pod koniec lat 90′ chyba wszystkich. W tym i mnie. Dostajesz wydrukowaną listę od zaufanej osoby, dzwonisz, płacisz 10 pln plus 2 zł za dostawę i voila! Jeszcze mi wytłumaczyli jak skopiować cracka. W ten właśnie sposób, z czego teraz nie mogę być dumny, wpadł mi w ręce Championship Manager 3 99/00, później 00/01 i wreszcie 01/02. To był przełom. W tej ostatniej edycji zdobyłem chyba wszystko i wszędzie. Australia, Brazylia, Japonia, Polska, Anglia, Włochy… Od Conference po Serie A. Nie przypomnę sobie ze stuprocentową pewnością, ale chyba zacząłem od Telford, a potem Forest Green, bo najniższa liga, bo wyzwanie, bo “green”, zielony, mój ulubiony kolor. Najmocniej pamiętam Leeds, Romę, PSV i oczywiście Legię Warszawa. Umówmy się, do momentu wyjścia patcha 3.9.68 nie było jakoś specjalnie trudno. Taktyka mocno ukierunkowana na środek pola, trójkąty w rozegraniu, ofensywa, krótkie podania i lecimy. Gdyby Steam wtedy był na rynku, to pewnie miałbym z 5.000 godzin w grze i wszystkie zdobyte wyzwania.

Niezrozumiałe jest teraz dla mnie to, że umknęła mi gdzieś magia Championship Managera 4. Ciągle grałem wtedy w 01/02, kosztem szkoły nawet. Nie wiem dlaczego. Tak się stało i już. Później był FM 2005, czasy nowożytne i choć cudowne, to już sentyment i wspomnienia nie te. W FM 2009, 10 i 11 grałem mało. Inne priorytety, inne gry, przeprowadzka do innego miasta i takie tam. Życie. Football Manager jednak wrócił mocno wraz z wersją 2012, którą do dziś uważam za jedną z najlepszych (ta idealna dla mnie do 2014) i nigdy już nie odszedł. I choć ostatnie trzy edycje uważam za najsłabsze, to nie odpuszczam i wciąż tu jestem… z moim FMem.

W następnym roku minie 25 lat mojego świadomego grania w gatunek “Football Management”, czy “Piłkarskie menadżery”. Plus minus i umownie, bo dokładnej daty nie pamiętam. Można to uczcić, pomyślałem. A teraz ktoś pomyśli “kurwa, chłop będzie czcił ćwierćwiecze z jakimiś grami. Chory na głowę”. Trochę tak. A jak usłyszycie o wyzwaniu jakie chcę podjąć to powiecie “Bardzo coś nie tak z głową”. Wyzwanie niemożliwe do zrealizowania, karkołomne i nie mogące się udać. Wieloletnie, wymagające cierpliwości i siły woli. A jeśli mental pozwoli to technicznie może się to okazać niewykonalne. Opowiem Wam o nim w kolejnym odcinku tych zapisków. Obym tylko miał większą siłę niż rok temu, gdy się tu pojawiłem. Brakło czasu, zamozaparcia i przeszarżowałem z planami. I tak, mam rodzinę, żyję normalnie, pracuję 🙂

Pozdrawiam 🙂

autor: vrc

Tags: ,

Related Article

0 Comments

Leave a Comment